poniedziałek, 2 stycznia 2017

64. Und noch´n Stich ins Glück


Razem z odrobinę spóźnionymi życzeniami noworocznymi powracam z nieco dłuższym rozdziałem. Życzę wam zdrowia i spełnienia marzeń. Oraz biletów na koncert TH w tym roku. Sadząc po piosence "What if" myślę, ze będzie to dość udana płyta, jestem ciekawa efektów pracy naszych chłopców (kurczę, może już bardziej mężczyzn niż chłopców). Proszę o wspierające moją twórczość komentarze, które naprawdę bardzo motywują mnie do pisania dalej.  
~ Sinni

edit:  Aha, zapomniałam dodać :D  Rozdział +18

64. Und noch´n Stich ins Glück



                Do ostatniego koncertu został już tylko kilka godzin wylegiwania się w Splicie. Już po śniadaniu będziemy jechać na miejsce, aby przygotowywać się w swoich garderobach przed koncertem. Wdychając zapach pinii, stojąc na pomoście, który wychodził z ogrodu naszej willi kilka merów w głąb morza obserwowałem wschód słońca. Nie mogłem spać. Przetarłem lekko zaspane oczy i po chwili poczułem jak ktoś przytula mnie od tyłu.

                - Czemu nie śpisz? – usłyszałem w uchu kobiecy szept.

                - Materac.. jakiś nie taki.. – odparłem odwracają na chwilę wzrok od góry zza której wyłaniało się słońce.

                - Materac, mówisz? – Julia stanęła obok mnie i założyła dłonie na piersiach. Miała na sobie tylko figi i jakąś koszulkę. – A przypadkiem ten materac nie ma na imię Tom i nie jest twoim bratem? – Uniosła lekko brew.

                Poczerwieniałem lekko na policzkach. Rzeczywiście był kiedyś taki epizod.

                Westchnąłem cicho i odwróciłem od niej wzrok. Znów wyglądała mega seksownie. Szczególnie w tych potarganych rudych włosach.

                - Możliwe.. – mruknąłem zrezygnowany i podniosłem ją, sadzając ją na poręcz. Objąłem ją rękami i stanąłem między jej nogami. Przytuliłem ją do siebie i zamknąłem oczy.

                - Bill. – Podniosła mój podbródek tak, żebym popatrzył jej w szmaragdowe oczy. – Ja wiem, że ty i Tom.. byliście kiedyś razem. I, że cię zdradził – powiedziała, a ja odskoczyłem od niej prawie jak oparzony. – Cii.. – Złapała moją dłoń i przyciągnęła bliżej siebie. – Nie powiedział mi. Ja po prostu wiem. Zauważyłam po waszym zachowaniu. – Wzruszyła ramionami i zeskoczyła z barierki. – I wiem tez, że powinieneś mu wybaczyć, bo go kochasz.. tak naprawdę, w głębi siebie – dodała i skierowała się w stronę naszej willi.

                Złapałem jej dłoń i przyciągnąłem ją do pocałunku. Objąłem ja mocno, nie chciałem, aby odeszła. Życie z nią obok było jakieś.. inne, ciekawe na swój sposób. Trochę zakazane, pociągające. Jej włosy cudnie pachniały jaśminem.

                - Nie chcę, żebyś odchodziła. Chcę, żebyś została ze mną. Jakie my mamy szanse z Tomem? Żyć normalnie? Prawie żadne. Zostań. To rozstanie było potrzebne, żebyśmy oboje zobaczyli jak bardzo nasza sytuacja była beznadziejna, rozumiesz? Razem nie mamy szans na rodzinę. A ja jego dziecka nigdy nie zaakceptuję i nie chce go nawet znać. To dziecko ze zdrady – dodałem ostrzej i odgarnąłem jej włosy z twarzy.

                - A co jeśli to dziecko nie jest jego? – zapytała cicho i odsunęła się. Odeszła w stronę domu, a ja zostałem zdębiały na środku ogrodu.

                Zasiała we mnie ziarno wątpliwości. Ale musiałem przemyśleć, czy zasiewać je w bracie.

                Ruszyłem za nią i zamknąłem drzwi do jej pokoju po wejściu do niego. Leżała w łóżku. Właśnie przykrywała się kołdrą. Wsunąłem się obok i przytuliłem ją mocno do siebie. Pocałowałem jej czoło i głaskałem lekko po głowie.

                - Wtedy.. nic by to nie zmieniło, Julio. Nadal nie moglibyśmy założyć rodziny – odpowiedziałem cicho ważąc każde słowo.

                - Ale nie nienawidziłbyś go już tak bardzo..

                - Zdrada to zdrada – przerwałem jej. – Czy wyszedł z tego bachor czy nie. Zdradził mnie i już. Nie potrafił utrzymać chuja w spodniach. Skąd mam wiedzieć, że znów mnie nie skrzywdzi? Gdybyś znała i jego i naszą wspólną przeszłość, wiedziałabyś, że nie mam na to żadnej gwarancji – burknąłem przypominając sobie to wszystko co działo się w Berlinie.

                Oboje cicho westchnęliśmy i leżeliśmy chwilę w milczeniu.

                - Więc to nie jego dziecko? – zapytałem w końcu, bo nie wytrzymałem.

                Julia uśmiechnęła się lekko, jakby spodziewała się tego pytania.

                - Wiktoria miała kogoś przed Tomem. To może być równie dobrze dziecko jej byłego. Ale nie potrafię ci zagwarantować, że tak jest. A ona.. albo nie wie, albo nie mówi. – Wzruszyła ramionami i odchrząknęła cicho. – Bill..? – zagaiła nieśmiało.

                - Hm..?

                - Co będzie jak trasa się skończy? Wrócę do domu i już nigdy się nie zobaczymy? – zapytała.

                Usiadłem prosto i wziąłem ją na kolana. Okryłem prześcieradłem i głaskałem po boku i brzuszku.

                - To zależy od tego, co chcesz, żeby było. – Uśmiechnąłem się rozbrajająco, a ona się zarumieniła i spuściła wzrok.

                Pochyliłem się lekko i pocałowałem czule jej usta. Były miękkie i słodkie.. ona cała była delikatna. Pogładziłem jej policzek i pogłębiłem pocałunek bardziej. Po chwili nasze języczki tańczyły ze sobą, a ona bardziej się przytuliła i mocno zamknęła oczy, obejmując mnie za szyję.  Po chwili usłyszałem cichy jęk wychodzący z jej ust, co w wiadomy sposób jeszcze bardziej mnie podnieciło. Złapałem mocno jej biodra i przyciągnąłem do ciebie tak, żeby usiadła okrakiem.

                - Hej ty.. – wymruczałem jej do ucha. – Moja mała obca, nieznajomo.. zaraz zrobię ci coś bardzo, bardzo złego.. – Polizałem jej ucho, a ona znowu tak słodko westchnęła.

                Julia cicho zachichotała i mocno mnie ścisnęła znów pogłębiając pocałunek. Po chwili znalazła się pode mną, a ja leżałem miedzy jej nogami i ściskałem jej biodra i pośladki. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i znów ją  całowałem.

                - Po trasie.. chcę kupić dom.. – szeptałem w jej usta i powoli wsuwałem dłonie pod jej bluzkę. – W którym będziesz mogła ze mną zamieszkać, jeśli będziesz chciała.. – Podciągnąłem bluzkę całkiem i wygłodniałym wzrokiem spojrzałem na jej piersi. Na pewno poczuła jak coś raz po raz lekko dźga ją w udo, tam gdzie dotykało go moje krocze. Zarumieniła się bardzo zawstydzona i odwróciła wzrok. – Jesteś taka piękna.. – wyszeptałem szczerze zdumiony tym, że jestem pod takim wrażeniem.

                Przytknąłem swoje usta do jej sutka i zacząłem go lizać. Drugiego drażniłem powoli kciukiem, a do moich uszu doszły jej ciche westchnienia i pojękiwania, więc byłem pewien, że jest jej dobrze. Całowałem ja po chwili niżej, po brzuszku zostawiając na nim lekkie malinki. Nie mogłem się przed nimi powstrzymać. Gdy doszedłem do linii jej majteczek, zatrzymała mnie nagle i sprawiła, że na nią spojrzałem.

                - Ja.. jeszcze nie.. wiesz – wybąkała cicho i się słodko speszyła.

                - Wiesz.. ja też jeszcze nigdy.. – Odchrząknąłem cicho. – Powiedz, a przestanę. Nie zmuszam cię do niczego, skarbie.

                - Nie, Bill.. ja chcę.. chciałam tylko, żebyś był delikatny – powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.

                - Oczywiście, że będę.. jesteś moim delikatnym kwiatem wiśni.. – odparłem i ucałowałem jeszcze raz jej usta.

                Po chwili zsunąłem jej majteczki bez problemu i rozsunąłem nogi, choć oponowała, była zawstydzona i prawie że sparaliżowana przez to.

                - Kochanie.. nie wstydź się – przekonywałem ją. – Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem – dodałem szczerze i mocno ją przytuliłem. Uśmiechnąłem się nagle. – Wyjdź za mnie – powiedziałem w przypływie adrenaliny. – Nie mam pierścionka, nic nie mam.. dostaniesz, obiecuję, ale wyjdź za mnie.. – wyszeptałem do zdziwionej dziewczyny, która patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.

                Zamurowało ją, widziałem. Myślała. Chwile, dwie, trzy. A potem pocałowała mnie mocno i namiętnie.

                - Raz się żyje, prawda? – Uśmiechnęła się szeroko i znów nad nią zawisłem.

                - Mmm.. teraz to mam ochotę cię zjeść.. – powiedziałem dość mrucznie, a ona zachichotała.

                Znów wróciłem na dół i zacząłem całować jej kobiecość. Czułem, że niedługo wybuchnę. Już dawno nie byłem tak podniecony. Czubek penisa wystawał mi za gumkę bokserek. Naprawdę BARDZO chciałem poczuć jak to jest być w środku.. i BARDZO chciałem się kochać z Julią.

                Zacząłem poruszać języczkiem tak jak wydawało mi się, że będzie dobrze. Chciałem sprawić jej przyjemność, a fakt faktem, że jedyne hetero pornosy jakie oglądałem to te, gdy przyłapałem Toma, że takie ogląda. Naprawdę chciałbym móc być dla niej lepszym kochankiem. Ale chyba nie byłem taki najgorszy.. słyszałem jak cicho pojękuje. Złapała moją głowę i ciągnąc za włosy (co odhaczyłem jako kurewsko przyjemne) nakierowywała mnie w odpowiednie miejsce, przez co jej jęki były jeszcze głośniejsze. Naśliniłem palce i pogłaskałem jej dziurkę. Była taka naturalna. Jeszcze bardziej mnie to w niej zauroczyło. Polizałem ją jeszcze raz i wróciłem do ssania łechtaczki, a do jej wnętrza wsuwałem powoli pół paluszka i wysuwałem, żeby się przyzwyczaiła. W końcu trochę przyspieszyłem.. moje podniecenie stawało się już powoli bolesne. Dodałem drugi palec i patrzyłem na jej reakcje. Zauważyłem lekki grymas bólu, ale gdy poruszałem nimi nadal, zniknął. Oblizałem palce smakując jej soczków. Wydały mi się naprawdę rozkoszne. Przymknąłem na chwilę oczy i pozbyłem się również swojej bielizny, żeby poczuć trochę swobody. Zerknęła na mnie lekko przestraszona.

                - Chcę.. chcę dotknąć.. – wyszeptała cicho między jękami i wtedy z kolei ja się trochę zawstydziłem, ale jakże mógłbym odmówić mojej księżniczce? Księżniczce.. jeszcze tak niedawno ja byłem czyjąś księżniczką.

                Uklęknąłem tak, żeby ona nie musiała się zbytnio podnosić i po chwili poczułem jej dotyk na swoim penisie. Odchyliłem głowę i aż zadrżałem. Zdecydowanie za długo nikt go nie dotykał.

                Uśmiechnąłem się do niej, gdy mnie tak powoli pieściła swoją dłonią. Ja moją też powędrowałem między jej uda i masowałem jej łechtaczkę widzą jej emocje na twarzy. Przygryzała lekko wargę i się uśmiechała. Widziałem, że była szczęśliwa. Widziałem to..

                Po chwili już mój członek ocierał się o jej łono. Ślizgał się delikatnie, aby być bardziej nawilżonym. Wtopiłem usta w jej wargi i zacząłem wsuwać w nią główkę penisa. Patrzyłem nieprzerwanie w jej oczy i głaskałem ja po włosach. Pocałunki były bardzo namiętne. Zatapiałem się w jej wnętrze z atencją. Chciałem zapamiętać każdy milimetr jej skóry, jej zapach, każde westchnienie. W końcu oboje poczuliśmy, że napotkałem lekki opór. Nie wiem czemu, ale myśl, że jestem jej pierwszym podnieciła mnie do granic możliwości. Przytuliłem ją do siebie bardzo mocno i przebiłem się przez jej błonę wchodząc w nią po same jądra. Jęknęła cicho z bólu i zadrżała. Czułem to wszystko każdą ciarkę na jej ciele.

                - Cii.. już dobrze.. przepraszam skarbie.. – wyszeptałem do jej ucha delikatnie kołysząc jej ciałem i czekałem aż jej przejdzie, choć uczucie jakie mnie otaczało.. mokro i ciepło.. i tak cholernie ciasno.. myślałem, że nie wytrzymam tego potrzebnego jej zawieszenia.

                Po chwili wróciłem do delikatnego kołysania biodrami. Leżałem nad nią i obejmowałem mocno. Całowałem po twarzy. Gdy usłyszałem jej pojękiwanie ponownie zacząłem przyspieszać. Wyprostowałem się, żeby móc na nią patrzeć, zatapiać się w jej słodkim wnętrzu i jednocześnie pieścić kciukiem jej kobiecość. Widziałem, że jej się to spodobało, bo jęki stały się donośniejsze. Uśmiechnąłem się i uniosłem jej jedną wyprostowaną nogę. Moje ruchy stały się coraz szybsze. Kilka sekund później jednak zakląłem w myślach.

                - Skarbie.. czekaj.. musze kurczę skoczyć po gumkę, przepraszam.. – pocałowałem ją czule, a ona się uśmiechnęła. Przykryłem ją na chwile prześcieradłem. Nie było krwi, z czego się ucieszyłem, bo nie przepadałem za jej widokiem.

                Nie było sensu przeszukiwać szafek w mojej sypialni, bo przecież ja takich rzeczy nigdy nie nosiłem. Wątpię, żeby Georg miał, skoro nie ma tu jego dziewczyny no i.. a Gus.. czy on w ogóle używa gumek? Wywróciłem oczami i pobiegłem do pokoju Toma. Niechętnie, ale jednak nie miałem wyboru.

                Na górze zapukałem i wszedłem do środka bez czekania na ‘proszę’. Leżał na łóżku ze słuchawkami na uszach i grał na PSP, więc i tak nie słyszał pukania. Podniósł na mnie wzrok i zanotowałem, że w jego bokserkach coś się obudziło. Zrobił wielkie oczy i zdjął słuchawki. Chyba w tym całym zamieszaniu i podnieceniu zapomniałem się ubrać idąc do napalonego na mnie brata z erekcją, ale trudno.

                - Pożycz gumkę – powiedziałem. Kurczę, nigdy nie myślałem, że powiem do niego coś takiego.

                Chyba westchnął, nie jestem pewien. Otworzył szufladę i rzucił mi cała paczkę kondomów.

                - Wiesz.. wolę ci je dać, niekoniecznie chcę, żebyś je oddawał – mruknął pod nosem, gdy ja łapałem cały kartonik prezerwatyw. – No leć, zanim ci suczka ucieknie.. – rzucił.

                - Nie mów tak o mojej narzeczonej i lepiej zadzwoń do swoje suczki zapytać czy bachor jest twój a nie innego naiwniaka – warknąłem i korzystając z tego, że go zamurowało, wybiegłem z pokoju trzaskając drzwiami.

                Wpadłem do Julii w biegu nakładając gumkę. Dziewczyna się zaśmiała.

                - Spokojnie, Billy, jestem tu i nigdzie nie uciekam. – Skomentowała mój pośpiech.

                Odkryłem prześcieradło i znów wróciłem do pocałunków. Jeśli to w ogóle możliwe, byłem jeszcze bardziej spragniony. Wszedłem delikatnie do środka i znów zacząłem się poruszać, co natychmiast zaczęło sprawiać i mnie i jej niesamowitą przyjemność. Poruszałem się coraz szybciej, biodra mnie prowadziły. Ona zaciskała nogi wokół mojego pasa popędzając mnie jeszcze bardziej.

                - Boże, jaka ty jesteś.. cholernie.. ciasna.. – wyjęczałem. Czułem jak robi mi się ciemno przed oczami. Ona zaczęła się dociskać, przez co czułem, a raczej przeczuwałem, że zaraz dojdzie. Krzyczała i jęczała tak głośno, ze na pewno każdy w domu słyszał, a ja pieprzyłem już ją, naprawdę pieprzyłem mocno, a po chwili oboje dochodziliśmy w jękach rozkoszy. Najpierw ona. A gdy już się zacisnęła, nie mogłem się powstrzymać i również wystrzeliłem.

Opadłem prawie na nią i mocno ją pocałowałem. Głaskałem ją po twarzy i szeptałem, że jest najcudowniejsza.. o właśnie taka była. Moim małym obcym w życiu, małą nieznaną.. i cholernie kusiła żeby poznać ją jeszcze bardziej.

Gdy weszliśmy do salonu o 10 na śniadanie wszyscy się na nas gapili. Geo z Gusem oczywiście chichotali – tego się raczej spodziewałem. A Tom spojrzał przelotnie i zmienił obiekt zainteresowań. Widocznie kanapka.. z (a jakże) dżemem brzoskwiniowym była bardziej interesująca.

Usiedliśmy przy oknie, by łapać trochę świeżego powietrza i nalałem nam soku pomarańczowego.

- Trzymaj. – David położył mi obok mój zeszyt z piosenkami. Zajął swoje miejsce naprzeciwko i patrzył na mnie badawczo. – Powiem ci, Bill.. że to może być najlepsza płyta w waszej historii. Na pewno lepsza od poprzednich. I z pewnością będzie ciężko ją przebić. Jutro kończymy w trasę. Chłopcy mają wolne. Twoja mała musi na razie wracać do szkoły. Czeka ją ostatnia klasa. A ty i Tom macie pół roku, żeby to dopracować – powiedział zdecydowanie.

- Julia jest pełnoletnia. Jeśli by chciała może skończyć ostatnią klasę w Niemczech. Mogę jej załatwić indywidualny tok nauczania. Decyzja należy do niej. Ja nie wracam do rodziców. Nie wiem czy Tom nie będzie chciał tam mieszkać ze swoją rodzinką. Pewnie wyprowadzę się do Berlina. Mam tam starych znajomych.. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – Sebastian z chęcią by mnie przenocował. – Zerknąłem na brata, a on w odpowiedzi zmrużył oczy.

- Chyba nie przyszłość twojej NARZECZONEJ jest tu przedmiotem rozmów, a przyszła płyta – odparł i przeniósł wzrok na Davida.

Nastała cisza, której raczej się spodziewałem po takim komentarzu Toma.

- Gratulacje! – powiedział od razu Gustav i uśmiechnął się szczerze.

Georg mu zawtórował. David chyba nie wiedział, co powiedzieć i musiał to chwile pomyśleć.

- Nie mówcie jeszcze nikomu, to.. powinno być bardziej przemyślane, wiecie. Po prostu.. powoli, znaczy.. wolniej. – Potarł sobie skronie jakby jego ogromne plany zostały właśnie zrujnowane.

Oparłem się wściekle o krzesło.

- Nie możesz rządzić moim życiem, David. – Zmrużyłem oczy wściekle.

- Jestem twoim menadżerem, twoja osoba jest wizytówką i własnością naszej wytwórni i jako dobry przyjaciel troszczący się o twoją przyszłość radzę ci na razie tego nie robić. Nie w ogóle. Po prostu na razie – dodał. Raczej chciał mnie uspokoić.

Odwróciłem od niego wzrok. Wziąłem tosta i przeczesałem swoje włosy. Ugryzłem kawałek i popiłem sokiem. Po chwili w złości odłożyłem wszystko i wstałem.

- Idę się ubierać. Chcę syć sam – oznajmiłem i ulotniłem się z jadalni.

Poszedłem do swojego pokoju. Otworzyłem walizkę i zacząłem przeglądać rzeczy, zastanawiając się, co mogę dziś ubrać na koncert. Klęczałem tak bez celu i szperałem w pogniecionych już mocno ciuchach. Ostatni koncert, ostatni.. koniec piosenek przypominających mi o Tomie i naszym związku, koniec..

- Bill.. – Usłyszałem głos Toma tuż za uchem.

                Odwróciłem się gwałtownie, nie słyszałem, kiedy wchodził.

                Złapał mnie mocno i przytulił. Nie pozwolił mi spojrzeć na siebie, tylko ściskał mnie od tyłu i przesuwał nosem po mojej szyi, przez co mimowolnie przeszły mnie ciarki. Zaniemówiłem. Czułem jak powoli całuje moją szyję i obejmuje w pasie jak swoją własność.

                - Tom.. co ty..? – Zacząłem mówić, ale odwrócił mnie jednym ruchem, posadził sobie na kolana okrakiem i całował czule i delikatnie moje usta, wciąż trzymając mnie blisko przy sobie.

                Gładził mnie po biodrach i pośladkach. Ale tak, ze ledwo to zauważałem. Nie był nachalny. Był delikatny i jakby chciał mi dać do zrozumienia, że szanuje moją wrażliwość, moje rozterki, ale naprawdę bardzo tego potrzebuje. Objąłem go lekko i niepewnie za szyję.

                - Julia.. – zacząłem cicho szeptem, nie chcąc, żeby ona nas nakryła, ale on przyłożył palec do moich ust.

                - Zamknąłem na klucz – przerwał mi szybko. – Chcę być przy tobie, gdy czuję, że twoje serduszko tak walczy. I, gdy czuję, że już czasem nie potrafisz być tak silny, jaki chciałbyś być. – Uśmiechnął się lekko i spojrzał w moje oczy. Pogładził kciukiem mój policzek, a potem przeczesał moje włosy. Pomyślałem nawet, że jakby poznaje na nowo moje ciało.

                Zamknąłem oczy i oparłem czoło o jego czoło, pozwalając sobie na tę chwilę słabości. Dosłownie przez chwilę myślałem o tym, czy będę tego żałować, czy nie. On trzymał tak mocno. A ja mogłem być trochę tym małym dzieckiem, za którym tak tęsknił. Za którym ja tęskniłem..

                Wstał trzymając mnie pod tyłkiem i oparł mnie o ścianę. Ściskał moje pośladki i zaczął mnie namiętnie całować. Dość wyraźnie czułem, że jest podniecony i jedno mu w tej chwili w głowie. Oddawałem te pocałunki niepewnie z wyczuwalnym z pewnością wahaniem.

                - Pozwól mi wrócić.. – szeptał między pocałunkami. – Proszę.. chcę znów budzić się przy tobie każdego ranka.. głaskać twoje włosy i tulić do siebie.. proszę, Billy.. – mówił, a ja odwróciłem głowę od niego.

                Zszedłem z jego rąk, ale nie odsunąłem się bardziej.

                - Tom.. zdradziłeś mnie, to nie jest takie proste jak myślisz. Może dla ciebie jest. Dla mnie nie. – Westchnąłem cicho i spuściłem głowę. Teraz, gdy przypomniałem sobie jak było z nim cudownie, gdy całował.. poczułem nic innego jak smutek, że tak mnie skrzywdził.

                On również westchnął i zapadła krótka cisza.

                - Czemu wykorzystujesz bogu ducha winną dziewczynę, żeby się na mnie zemścić? – zapytał w końcu, opierając ręce o ścianę po bokach mojej głowy. Pochylał się lekko nade mną.

                - Ani się nie mszczę, ani jej nie wykorzystuję – odparłem. – Poczułem coś do niej. To coś.. innego, wiesz.. może przez to, ze nigdy nie byłem z kobietą. Lubię na nią patrzeć. I słuchać, gdy się śmieje. Jest piękna. I ma te rude włosy.. – Westchnąłem. – Nie wiem, czy to miłość. Ale na pewno warto to sprawdzić.

                - A ja? – Zmarszczył swoje brwi.

                - A ty.. masz dziecko, którego nigdy nie zaakceptuje, bo jest oznaką zdrady. A jeśli nie jest twoje, to nie zmienia to postaci rzeczy, ze mnie zdradziłeś. A ja o tym pamiętam i mnie to boli po prostu. – Wzruszyłem ramionami i spuściłem głowę ponownie. – A ona.. co oczywiste, oboje nie jesteście w stanie mi dać wszystkiego. Ale może jako facet w związku nie poczuję się kolejny raz wychujany.. a nawet jeśli, to może wtedy będzie mniej boleć. – Odsunąłem się i wróciłem do walizki, żeby wybrać w końcu jakieś rzeczy.

                Tom usiadł na łóżku i patrzył na mnie, jakby bardzo intensywnie nad czymś myślał.

                - Ubierz tą.. lubię cię w niej. – Odezwał się w końcu, gdy przekładałem w dłoniach chyba 50 koszulkę.

                Bez słowa odłożyłem ją na bok i wyjąłem pasujące spodnie w wojskowy wzór kamuflujący. Do tego glany, trochę biżuterii i będzie okej.

                Usiadłem przy lustrze i zacząłem się malować, a Tom stanął za mną i bawił się moimi krótkimi jak na mnie włosami. Przypatrywał się wszystkiemu, co robiłem.

                - Nie wiem jak możesz mieć cierpliwość do nakładania tylu warstw codziennie.. mnie by cholera wzięła. – Pokręcił lekko głową.

                - Jak się chce ładnie wyglądać.. – Wzruszyłem ramionami. – Ja bym nie mógł siedzieć na siłowni – prychnąłem ciszej, a on uśmiechnął się lekko rozbawiony. – Idź się ubierać. Zaraz jedziemy – powiedziałem jeszcze, a on skinąwszy głową wyszedł z pokoju. Wcale nie zamknął ich na klucz.. oszust jeden.

                * * *

                Ciemno dookoła. Tylko światła na scenie. Tylko nasza czwórka i Julia wyglądająca zza kulis. Ja stojący przy mikrofonie, trzymając go w ręce. Moje zamknięte oczy. Ostatni koncert podczas tej trasy. Lekki żal, ze coś się kończy. Nieśmiała radość i podekscytowanie tym, co nadchodzi.

                - Jak wiecie.. – Mój głos zaczyna nieznacznie drżeć. – Jest to ostatni koncert tej trasy. Kończymy ją właśnie tutaj, z wami, w Splicie – mówiłem do fanów machających plakatami i transparentami wyrażającymi miłość do nas, mnie i Toma. – Na zakończenie chcielibyśmy.. w ramach prezentu zaśpiewać piosenkę, którą wy wybierzecie. – Uśmiechnąłem się, a tłum rozszalał się z krzykami, z których ciężko było cokolwiek zrozumieć.

                Wziąłem mikrofon i podszedłem bliżej ludzi. Pochylałem się przy kilku osobach pozwalając powiedzieć im wybrany tytuł.

                - Durch den Monsun!

                - In die Nacht!

                - Schrei!

                Różne osoby krzyczały nasze najbardziej znane przeboje. Ale najczęściej powtarzało się jedno.

                -  Tom.. – spojrzałam na brata mówiąc wciąż przez mikrofon. – In die Nach.. – ogłosiłem, a tłum krzyczał z podekscytowania.

                Brat zmienił gitarę i podszedł do mnie z uśmiechem.. wzruszenia? Cicho w sobie myślałem, ze nie mogli wybrać gorszej piosenki. Ale fani to fani, trzeba ich usatysfakcjonować. Zerknąłem lekko w stronę Julii, ale musiała zmienić miejsce obserwowania, bo już jej tam nie było.

                Usłyszałem pierwsze dźwięki gitary.. A głos sam wydostał się z moich ust.

                - In  mir.. wird es langsam kalt.. Wie lang könn’ wir beide hier noch sein? – słowa popłynęły same. Patrzyłem na Toma z bólem i wzruszeniem. To była nasza piosenka. Piosenka o naszej miłości. Napisana wtedy, gdy ta miłość była najsilniejsza.

                Nie wiem czy kiedykolwiek uczucie, którym kogoś obdarzę będzie choć trochę zbliżone do tamtego, którym darzyłem Toma. Kolejne ukłucie w szczęście, rana która pozostaje. Jedna złota chwila, która za każdym razem boli coraz bardziej. Światło i cień odbierają mi perspektywę. Nie wiem, czy jeszcze powrócę.

2 komentarze :

  1. Niedawno trafiłam na Twój blog i nadrabiam zaległości. Opiwiadanie mnie całkowicie pochłonęło. Bardzo fajnie piszesz. Czekam na nowe notki:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i witam nową czytelniczkę :)

      Usuń