poniedziałek, 2 stycznia 2017

64. Und noch´n Stich ins Glück


Razem z odrobinę spóźnionymi życzeniami noworocznymi powracam z nieco dłuższym rozdziałem. Życzę wam zdrowia i spełnienia marzeń. Oraz biletów na koncert TH w tym roku. Sadząc po piosence "What if" myślę, ze będzie to dość udana płyta, jestem ciekawa efektów pracy naszych chłopców (kurczę, może już bardziej mężczyzn niż chłopców). Proszę o wspierające moją twórczość komentarze, które naprawdę bardzo motywują mnie do pisania dalej.  
~ Sinni

edit:  Aha, zapomniałam dodać :D  Rozdział +18

64. Und noch´n Stich ins Glück



                Do ostatniego koncertu został już tylko kilka godzin wylegiwania się w Splicie. Już po śniadaniu będziemy jechać na miejsce, aby przygotowywać się w swoich garderobach przed koncertem. Wdychając zapach pinii, stojąc na pomoście, który wychodził z ogrodu naszej willi kilka merów w głąb morza obserwowałem wschód słońca. Nie mogłem spać. Przetarłem lekko zaspane oczy i po chwili poczułem jak ktoś przytula mnie od tyłu.

                - Czemu nie śpisz? – usłyszałem w uchu kobiecy szept.

                - Materac.. jakiś nie taki.. – odparłem odwracają na chwilę wzrok od góry zza której wyłaniało się słońce.

                - Materac, mówisz? – Julia stanęła obok mnie i założyła dłonie na piersiach. Miała na sobie tylko figi i jakąś koszulkę. – A przypadkiem ten materac nie ma na imię Tom i nie jest twoim bratem? – Uniosła lekko brew.

                Poczerwieniałem lekko na policzkach. Rzeczywiście był kiedyś taki epizod.

                Westchnąłem cicho i odwróciłem od niej wzrok. Znów wyglądała mega seksownie. Szczególnie w tych potarganych rudych włosach.

                - Możliwe.. – mruknąłem zrezygnowany i podniosłem ją, sadzając ją na poręcz. Objąłem ją rękami i stanąłem między jej nogami. Przytuliłem ją do siebie i zamknąłem oczy.

                - Bill. – Podniosła mój podbródek tak, żebym popatrzył jej w szmaragdowe oczy. – Ja wiem, że ty i Tom.. byliście kiedyś razem. I, że cię zdradził – powiedziała, a ja odskoczyłem od niej prawie jak oparzony. – Cii.. – Złapała moją dłoń i przyciągnęła bliżej siebie. – Nie powiedział mi. Ja po prostu wiem. Zauważyłam po waszym zachowaniu. – Wzruszyła ramionami i zeskoczyła z barierki. – I wiem tez, że powinieneś mu wybaczyć, bo go kochasz.. tak naprawdę, w głębi siebie – dodała i skierowała się w stronę naszej willi.

                Złapałem jej dłoń i przyciągnąłem ją do pocałunku. Objąłem ja mocno, nie chciałem, aby odeszła. Życie z nią obok było jakieś.. inne, ciekawe na swój sposób. Trochę zakazane, pociągające. Jej włosy cudnie pachniały jaśminem.

                - Nie chcę, żebyś odchodziła. Chcę, żebyś została ze mną. Jakie my mamy szanse z Tomem? Żyć normalnie? Prawie żadne. Zostań. To rozstanie było potrzebne, żebyśmy oboje zobaczyli jak bardzo nasza sytuacja była beznadziejna, rozumiesz? Razem nie mamy szans na rodzinę. A ja jego dziecka nigdy nie zaakceptuję i nie chce go nawet znać. To dziecko ze zdrady – dodałem ostrzej i odgarnąłem jej włosy z twarzy.

                - A co jeśli to dziecko nie jest jego? – zapytała cicho i odsunęła się. Odeszła w stronę domu, a ja zostałem zdębiały na środku ogrodu.

                Zasiała we mnie ziarno wątpliwości. Ale musiałem przemyśleć, czy zasiewać je w bracie.

                Ruszyłem za nią i zamknąłem drzwi do jej pokoju po wejściu do niego. Leżała w łóżku. Właśnie przykrywała się kołdrą. Wsunąłem się obok i przytuliłem ją mocno do siebie. Pocałowałem jej czoło i głaskałem lekko po głowie.

                - Wtedy.. nic by to nie zmieniło, Julio. Nadal nie moglibyśmy założyć rodziny – odpowiedziałem cicho ważąc każde słowo.

                - Ale nie nienawidziłbyś go już tak bardzo..

                - Zdrada to zdrada – przerwałem jej. – Czy wyszedł z tego bachor czy nie. Zdradził mnie i już. Nie potrafił utrzymać chuja w spodniach. Skąd mam wiedzieć, że znów mnie nie skrzywdzi? Gdybyś znała i jego i naszą wspólną przeszłość, wiedziałabyś, że nie mam na to żadnej gwarancji – burknąłem przypominając sobie to wszystko co działo się w Berlinie.

                Oboje cicho westchnęliśmy i leżeliśmy chwilę w milczeniu.

                - Więc to nie jego dziecko? – zapytałem w końcu, bo nie wytrzymałem.

                Julia uśmiechnęła się lekko, jakby spodziewała się tego pytania.

                - Wiktoria miała kogoś przed Tomem. To może być równie dobrze dziecko jej byłego. Ale nie potrafię ci zagwarantować, że tak jest. A ona.. albo nie wie, albo nie mówi. – Wzruszyła ramionami i odchrząknęła cicho. – Bill..? – zagaiła nieśmiało.

                - Hm..?

                - Co będzie jak trasa się skończy? Wrócę do domu i już nigdy się nie zobaczymy? – zapytała.

                Usiadłem prosto i wziąłem ją na kolana. Okryłem prześcieradłem i głaskałem po boku i brzuszku.

                - To zależy od tego, co chcesz, żeby było. – Uśmiechnąłem się rozbrajająco, a ona się zarumieniła i spuściła wzrok.

                Pochyliłem się lekko i pocałowałem czule jej usta. Były miękkie i słodkie.. ona cała była delikatna. Pogładziłem jej policzek i pogłębiłem pocałunek bardziej. Po chwili nasze języczki tańczyły ze sobą, a ona bardziej się przytuliła i mocno zamknęła oczy, obejmując mnie za szyję.  Po chwili usłyszałem cichy jęk wychodzący z jej ust, co w wiadomy sposób jeszcze bardziej mnie podnieciło. Złapałem mocno jej biodra i przyciągnąłem do ciebie tak, żeby usiadła okrakiem.

                - Hej ty.. – wymruczałem jej do ucha. – Moja mała obca, nieznajomo.. zaraz zrobię ci coś bardzo, bardzo złego.. – Polizałem jej ucho, a ona znowu tak słodko westchnęła.

                Julia cicho zachichotała i mocno mnie ścisnęła znów pogłębiając pocałunek. Po chwili znalazła się pode mną, a ja leżałem miedzy jej nogami i ściskałem jej biodra i pośladki. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i znów ją  całowałem.

                - Po trasie.. chcę kupić dom.. – szeptałem w jej usta i powoli wsuwałem dłonie pod jej bluzkę. – W którym będziesz mogła ze mną zamieszkać, jeśli będziesz chciała.. – Podciągnąłem bluzkę całkiem i wygłodniałym wzrokiem spojrzałem na jej piersi. Na pewno poczuła jak coś raz po raz lekko dźga ją w udo, tam gdzie dotykało go moje krocze. Zarumieniła się bardzo zawstydzona i odwróciła wzrok. – Jesteś taka piękna.. – wyszeptałem szczerze zdumiony tym, że jestem pod takim wrażeniem.

                Przytknąłem swoje usta do jej sutka i zacząłem go lizać. Drugiego drażniłem powoli kciukiem, a do moich uszu doszły jej ciche westchnienia i pojękiwania, więc byłem pewien, że jest jej dobrze. Całowałem ja po chwili niżej, po brzuszku zostawiając na nim lekkie malinki. Nie mogłem się przed nimi powstrzymać. Gdy doszedłem do linii jej majteczek, zatrzymała mnie nagle i sprawiła, że na nią spojrzałem.

                - Ja.. jeszcze nie.. wiesz – wybąkała cicho i się słodko speszyła.

                - Wiesz.. ja też jeszcze nigdy.. – Odchrząknąłem cicho. – Powiedz, a przestanę. Nie zmuszam cię do niczego, skarbie.

                - Nie, Bill.. ja chcę.. chciałam tylko, żebyś był delikatny – powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.

                - Oczywiście, że będę.. jesteś moim delikatnym kwiatem wiśni.. – odparłem i ucałowałem jeszcze raz jej usta.

                Po chwili zsunąłem jej majteczki bez problemu i rozsunąłem nogi, choć oponowała, była zawstydzona i prawie że sparaliżowana przez to.

                - Kochanie.. nie wstydź się – przekonywałem ją. – Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem – dodałem szczerze i mocno ją przytuliłem. Uśmiechnąłem się nagle. – Wyjdź za mnie – powiedziałem w przypływie adrenaliny. – Nie mam pierścionka, nic nie mam.. dostaniesz, obiecuję, ale wyjdź za mnie.. – wyszeptałem do zdziwionej dziewczyny, która patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.

                Zamurowało ją, widziałem. Myślała. Chwile, dwie, trzy. A potem pocałowała mnie mocno i namiętnie.

                - Raz się żyje, prawda? – Uśmiechnęła się szeroko i znów nad nią zawisłem.

                - Mmm.. teraz to mam ochotę cię zjeść.. – powiedziałem dość mrucznie, a ona zachichotała.

                Znów wróciłem na dół i zacząłem całować jej kobiecość. Czułem, że niedługo wybuchnę. Już dawno nie byłem tak podniecony. Czubek penisa wystawał mi za gumkę bokserek. Naprawdę BARDZO chciałem poczuć jak to jest być w środku.. i BARDZO chciałem się kochać z Julią.

                Zacząłem poruszać języczkiem tak jak wydawało mi się, że będzie dobrze. Chciałem sprawić jej przyjemność, a fakt faktem, że jedyne hetero pornosy jakie oglądałem to te, gdy przyłapałem Toma, że takie ogląda. Naprawdę chciałbym móc być dla niej lepszym kochankiem. Ale chyba nie byłem taki najgorszy.. słyszałem jak cicho pojękuje. Złapała moją głowę i ciągnąc za włosy (co odhaczyłem jako kurewsko przyjemne) nakierowywała mnie w odpowiednie miejsce, przez co jej jęki były jeszcze głośniejsze. Naśliniłem palce i pogłaskałem jej dziurkę. Była taka naturalna. Jeszcze bardziej mnie to w niej zauroczyło. Polizałem ją jeszcze raz i wróciłem do ssania łechtaczki, a do jej wnętrza wsuwałem powoli pół paluszka i wysuwałem, żeby się przyzwyczaiła. W końcu trochę przyspieszyłem.. moje podniecenie stawało się już powoli bolesne. Dodałem drugi palec i patrzyłem na jej reakcje. Zauważyłem lekki grymas bólu, ale gdy poruszałem nimi nadal, zniknął. Oblizałem palce smakując jej soczków. Wydały mi się naprawdę rozkoszne. Przymknąłem na chwilę oczy i pozbyłem się również swojej bielizny, żeby poczuć trochę swobody. Zerknęła na mnie lekko przestraszona.

                - Chcę.. chcę dotknąć.. – wyszeptała cicho między jękami i wtedy z kolei ja się trochę zawstydziłem, ale jakże mógłbym odmówić mojej księżniczce? Księżniczce.. jeszcze tak niedawno ja byłem czyjąś księżniczką.

                Uklęknąłem tak, żeby ona nie musiała się zbytnio podnosić i po chwili poczułem jej dotyk na swoim penisie. Odchyliłem głowę i aż zadrżałem. Zdecydowanie za długo nikt go nie dotykał.

                Uśmiechnąłem się do niej, gdy mnie tak powoli pieściła swoją dłonią. Ja moją też powędrowałem między jej uda i masowałem jej łechtaczkę widzą jej emocje na twarzy. Przygryzała lekko wargę i się uśmiechała. Widziałem, że była szczęśliwa. Widziałem to..

                Po chwili już mój członek ocierał się o jej łono. Ślizgał się delikatnie, aby być bardziej nawilżonym. Wtopiłem usta w jej wargi i zacząłem wsuwać w nią główkę penisa. Patrzyłem nieprzerwanie w jej oczy i głaskałem ja po włosach. Pocałunki były bardzo namiętne. Zatapiałem się w jej wnętrze z atencją. Chciałem zapamiętać każdy milimetr jej skóry, jej zapach, każde westchnienie. W końcu oboje poczuliśmy, że napotkałem lekki opór. Nie wiem czemu, ale myśl, że jestem jej pierwszym podnieciła mnie do granic możliwości. Przytuliłem ją do siebie bardzo mocno i przebiłem się przez jej błonę wchodząc w nią po same jądra. Jęknęła cicho z bólu i zadrżała. Czułem to wszystko każdą ciarkę na jej ciele.

                - Cii.. już dobrze.. przepraszam skarbie.. – wyszeptałem do jej ucha delikatnie kołysząc jej ciałem i czekałem aż jej przejdzie, choć uczucie jakie mnie otaczało.. mokro i ciepło.. i tak cholernie ciasno.. myślałem, że nie wytrzymam tego potrzebnego jej zawieszenia.

                Po chwili wróciłem do delikatnego kołysania biodrami. Leżałem nad nią i obejmowałem mocno. Całowałem po twarzy. Gdy usłyszałem jej pojękiwanie ponownie zacząłem przyspieszać. Wyprostowałem się, żeby móc na nią patrzeć, zatapiać się w jej słodkim wnętrzu i jednocześnie pieścić kciukiem jej kobiecość. Widziałem, że jej się to spodobało, bo jęki stały się donośniejsze. Uśmiechnąłem się i uniosłem jej jedną wyprostowaną nogę. Moje ruchy stały się coraz szybsze. Kilka sekund później jednak zakląłem w myślach.

                - Skarbie.. czekaj.. musze kurczę skoczyć po gumkę, przepraszam.. – pocałowałem ją czule, a ona się uśmiechnęła. Przykryłem ją na chwile prześcieradłem. Nie było krwi, z czego się ucieszyłem, bo nie przepadałem za jej widokiem.

                Nie było sensu przeszukiwać szafek w mojej sypialni, bo przecież ja takich rzeczy nigdy nie nosiłem. Wątpię, żeby Georg miał, skoro nie ma tu jego dziewczyny no i.. a Gus.. czy on w ogóle używa gumek? Wywróciłem oczami i pobiegłem do pokoju Toma. Niechętnie, ale jednak nie miałem wyboru.

                Na górze zapukałem i wszedłem do środka bez czekania na ‘proszę’. Leżał na łóżku ze słuchawkami na uszach i grał na PSP, więc i tak nie słyszał pukania. Podniósł na mnie wzrok i zanotowałem, że w jego bokserkach coś się obudziło. Zrobił wielkie oczy i zdjął słuchawki. Chyba w tym całym zamieszaniu i podnieceniu zapomniałem się ubrać idąc do napalonego na mnie brata z erekcją, ale trudno.

                - Pożycz gumkę – powiedziałem. Kurczę, nigdy nie myślałem, że powiem do niego coś takiego.

                Chyba westchnął, nie jestem pewien. Otworzył szufladę i rzucił mi cała paczkę kondomów.

                - Wiesz.. wolę ci je dać, niekoniecznie chcę, żebyś je oddawał – mruknął pod nosem, gdy ja łapałem cały kartonik prezerwatyw. – No leć, zanim ci suczka ucieknie.. – rzucił.

                - Nie mów tak o mojej narzeczonej i lepiej zadzwoń do swoje suczki zapytać czy bachor jest twój a nie innego naiwniaka – warknąłem i korzystając z tego, że go zamurowało, wybiegłem z pokoju trzaskając drzwiami.

                Wpadłem do Julii w biegu nakładając gumkę. Dziewczyna się zaśmiała.

                - Spokojnie, Billy, jestem tu i nigdzie nie uciekam. – Skomentowała mój pośpiech.

                Odkryłem prześcieradło i znów wróciłem do pocałunków. Jeśli to w ogóle możliwe, byłem jeszcze bardziej spragniony. Wszedłem delikatnie do środka i znów zacząłem się poruszać, co natychmiast zaczęło sprawiać i mnie i jej niesamowitą przyjemność. Poruszałem się coraz szybciej, biodra mnie prowadziły. Ona zaciskała nogi wokół mojego pasa popędzając mnie jeszcze bardziej.

                - Boże, jaka ty jesteś.. cholernie.. ciasna.. – wyjęczałem. Czułem jak robi mi się ciemno przed oczami. Ona zaczęła się dociskać, przez co czułem, a raczej przeczuwałem, że zaraz dojdzie. Krzyczała i jęczała tak głośno, ze na pewno każdy w domu słyszał, a ja pieprzyłem już ją, naprawdę pieprzyłem mocno, a po chwili oboje dochodziliśmy w jękach rozkoszy. Najpierw ona. A gdy już się zacisnęła, nie mogłem się powstrzymać i również wystrzeliłem.

Opadłem prawie na nią i mocno ją pocałowałem. Głaskałem ją po twarzy i szeptałem, że jest najcudowniejsza.. o właśnie taka była. Moim małym obcym w życiu, małą nieznaną.. i cholernie kusiła żeby poznać ją jeszcze bardziej.

Gdy weszliśmy do salonu o 10 na śniadanie wszyscy się na nas gapili. Geo z Gusem oczywiście chichotali – tego się raczej spodziewałem. A Tom spojrzał przelotnie i zmienił obiekt zainteresowań. Widocznie kanapka.. z (a jakże) dżemem brzoskwiniowym była bardziej interesująca.

Usiedliśmy przy oknie, by łapać trochę świeżego powietrza i nalałem nam soku pomarańczowego.

- Trzymaj. – David położył mi obok mój zeszyt z piosenkami. Zajął swoje miejsce naprzeciwko i patrzył na mnie badawczo. – Powiem ci, Bill.. że to może być najlepsza płyta w waszej historii. Na pewno lepsza od poprzednich. I z pewnością będzie ciężko ją przebić. Jutro kończymy w trasę. Chłopcy mają wolne. Twoja mała musi na razie wracać do szkoły. Czeka ją ostatnia klasa. A ty i Tom macie pół roku, żeby to dopracować – powiedział zdecydowanie.

- Julia jest pełnoletnia. Jeśli by chciała może skończyć ostatnią klasę w Niemczech. Mogę jej załatwić indywidualny tok nauczania. Decyzja należy do niej. Ja nie wracam do rodziców. Nie wiem czy Tom nie będzie chciał tam mieszkać ze swoją rodzinką. Pewnie wyprowadzę się do Berlina. Mam tam starych znajomych.. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – Sebastian z chęcią by mnie przenocował. – Zerknąłem na brata, a on w odpowiedzi zmrużył oczy.

- Chyba nie przyszłość twojej NARZECZONEJ jest tu przedmiotem rozmów, a przyszła płyta – odparł i przeniósł wzrok na Davida.

Nastała cisza, której raczej się spodziewałem po takim komentarzu Toma.

- Gratulacje! – powiedział od razu Gustav i uśmiechnął się szczerze.

Georg mu zawtórował. David chyba nie wiedział, co powiedzieć i musiał to chwile pomyśleć.

- Nie mówcie jeszcze nikomu, to.. powinno być bardziej przemyślane, wiecie. Po prostu.. powoli, znaczy.. wolniej. – Potarł sobie skronie jakby jego ogromne plany zostały właśnie zrujnowane.

Oparłem się wściekle o krzesło.

- Nie możesz rządzić moim życiem, David. – Zmrużyłem oczy wściekle.

- Jestem twoim menadżerem, twoja osoba jest wizytówką i własnością naszej wytwórni i jako dobry przyjaciel troszczący się o twoją przyszłość radzę ci na razie tego nie robić. Nie w ogóle. Po prostu na razie – dodał. Raczej chciał mnie uspokoić.

Odwróciłem od niego wzrok. Wziąłem tosta i przeczesałem swoje włosy. Ugryzłem kawałek i popiłem sokiem. Po chwili w złości odłożyłem wszystko i wstałem.

- Idę się ubierać. Chcę syć sam – oznajmiłem i ulotniłem się z jadalni.

Poszedłem do swojego pokoju. Otworzyłem walizkę i zacząłem przeglądać rzeczy, zastanawiając się, co mogę dziś ubrać na koncert. Klęczałem tak bez celu i szperałem w pogniecionych już mocno ciuchach. Ostatni koncert, ostatni.. koniec piosenek przypominających mi o Tomie i naszym związku, koniec..

- Bill.. – Usłyszałem głos Toma tuż za uchem.

                Odwróciłem się gwałtownie, nie słyszałem, kiedy wchodził.

                Złapał mnie mocno i przytulił. Nie pozwolił mi spojrzeć na siebie, tylko ściskał mnie od tyłu i przesuwał nosem po mojej szyi, przez co mimowolnie przeszły mnie ciarki. Zaniemówiłem. Czułem jak powoli całuje moją szyję i obejmuje w pasie jak swoją własność.

                - Tom.. co ty..? – Zacząłem mówić, ale odwrócił mnie jednym ruchem, posadził sobie na kolana okrakiem i całował czule i delikatnie moje usta, wciąż trzymając mnie blisko przy sobie.

                Gładził mnie po biodrach i pośladkach. Ale tak, ze ledwo to zauważałem. Nie był nachalny. Był delikatny i jakby chciał mi dać do zrozumienia, że szanuje moją wrażliwość, moje rozterki, ale naprawdę bardzo tego potrzebuje. Objąłem go lekko i niepewnie za szyję.

                - Julia.. – zacząłem cicho szeptem, nie chcąc, żeby ona nas nakryła, ale on przyłożył palec do moich ust.

                - Zamknąłem na klucz – przerwał mi szybko. – Chcę być przy tobie, gdy czuję, że twoje serduszko tak walczy. I, gdy czuję, że już czasem nie potrafisz być tak silny, jaki chciałbyś być. – Uśmiechnął się lekko i spojrzał w moje oczy. Pogładził kciukiem mój policzek, a potem przeczesał moje włosy. Pomyślałem nawet, że jakby poznaje na nowo moje ciało.

                Zamknąłem oczy i oparłem czoło o jego czoło, pozwalając sobie na tę chwilę słabości. Dosłownie przez chwilę myślałem o tym, czy będę tego żałować, czy nie. On trzymał tak mocno. A ja mogłem być trochę tym małym dzieckiem, za którym tak tęsknił. Za którym ja tęskniłem..

                Wstał trzymając mnie pod tyłkiem i oparł mnie o ścianę. Ściskał moje pośladki i zaczął mnie namiętnie całować. Dość wyraźnie czułem, że jest podniecony i jedno mu w tej chwili w głowie. Oddawałem te pocałunki niepewnie z wyczuwalnym z pewnością wahaniem.

                - Pozwól mi wrócić.. – szeptał między pocałunkami. – Proszę.. chcę znów budzić się przy tobie każdego ranka.. głaskać twoje włosy i tulić do siebie.. proszę, Billy.. – mówił, a ja odwróciłem głowę od niego.

                Zszedłem z jego rąk, ale nie odsunąłem się bardziej.

                - Tom.. zdradziłeś mnie, to nie jest takie proste jak myślisz. Może dla ciebie jest. Dla mnie nie. – Westchnąłem cicho i spuściłem głowę. Teraz, gdy przypomniałem sobie jak było z nim cudownie, gdy całował.. poczułem nic innego jak smutek, że tak mnie skrzywdził.

                On również westchnął i zapadła krótka cisza.

                - Czemu wykorzystujesz bogu ducha winną dziewczynę, żeby się na mnie zemścić? – zapytał w końcu, opierając ręce o ścianę po bokach mojej głowy. Pochylał się lekko nade mną.

                - Ani się nie mszczę, ani jej nie wykorzystuję – odparłem. – Poczułem coś do niej. To coś.. innego, wiesz.. może przez to, ze nigdy nie byłem z kobietą. Lubię na nią patrzeć. I słuchać, gdy się śmieje. Jest piękna. I ma te rude włosy.. – Westchnąłem. – Nie wiem, czy to miłość. Ale na pewno warto to sprawdzić.

                - A ja? – Zmarszczył swoje brwi.

                - A ty.. masz dziecko, którego nigdy nie zaakceptuje, bo jest oznaką zdrady. A jeśli nie jest twoje, to nie zmienia to postaci rzeczy, ze mnie zdradziłeś. A ja o tym pamiętam i mnie to boli po prostu. – Wzruszyłem ramionami i spuściłem głowę ponownie. – A ona.. co oczywiste, oboje nie jesteście w stanie mi dać wszystkiego. Ale może jako facet w związku nie poczuję się kolejny raz wychujany.. a nawet jeśli, to może wtedy będzie mniej boleć. – Odsunąłem się i wróciłem do walizki, żeby wybrać w końcu jakieś rzeczy.

                Tom usiadł na łóżku i patrzył na mnie, jakby bardzo intensywnie nad czymś myślał.

                - Ubierz tą.. lubię cię w niej. – Odezwał się w końcu, gdy przekładałem w dłoniach chyba 50 koszulkę.

                Bez słowa odłożyłem ją na bok i wyjąłem pasujące spodnie w wojskowy wzór kamuflujący. Do tego glany, trochę biżuterii i będzie okej.

                Usiadłem przy lustrze i zacząłem się malować, a Tom stanął za mną i bawił się moimi krótkimi jak na mnie włosami. Przypatrywał się wszystkiemu, co robiłem.

                - Nie wiem jak możesz mieć cierpliwość do nakładania tylu warstw codziennie.. mnie by cholera wzięła. – Pokręcił lekko głową.

                - Jak się chce ładnie wyglądać.. – Wzruszyłem ramionami. – Ja bym nie mógł siedzieć na siłowni – prychnąłem ciszej, a on uśmiechnął się lekko rozbawiony. – Idź się ubierać. Zaraz jedziemy – powiedziałem jeszcze, a on skinąwszy głową wyszedł z pokoju. Wcale nie zamknął ich na klucz.. oszust jeden.

                * * *

                Ciemno dookoła. Tylko światła na scenie. Tylko nasza czwórka i Julia wyglądająca zza kulis. Ja stojący przy mikrofonie, trzymając go w ręce. Moje zamknięte oczy. Ostatni koncert podczas tej trasy. Lekki żal, ze coś się kończy. Nieśmiała radość i podekscytowanie tym, co nadchodzi.

                - Jak wiecie.. – Mój głos zaczyna nieznacznie drżeć. – Jest to ostatni koncert tej trasy. Kończymy ją właśnie tutaj, z wami, w Splicie – mówiłem do fanów machających plakatami i transparentami wyrażającymi miłość do nas, mnie i Toma. – Na zakończenie chcielibyśmy.. w ramach prezentu zaśpiewać piosenkę, którą wy wybierzecie. – Uśmiechnąłem się, a tłum rozszalał się z krzykami, z których ciężko było cokolwiek zrozumieć.

                Wziąłem mikrofon i podszedłem bliżej ludzi. Pochylałem się przy kilku osobach pozwalając powiedzieć im wybrany tytuł.

                - Durch den Monsun!

                - In die Nacht!

                - Schrei!

                Różne osoby krzyczały nasze najbardziej znane przeboje. Ale najczęściej powtarzało się jedno.

                -  Tom.. – spojrzałam na brata mówiąc wciąż przez mikrofon. – In die Nach.. – ogłosiłem, a tłum krzyczał z podekscytowania.

                Brat zmienił gitarę i podszedł do mnie z uśmiechem.. wzruszenia? Cicho w sobie myślałem, ze nie mogli wybrać gorszej piosenki. Ale fani to fani, trzeba ich usatysfakcjonować. Zerknąłem lekko w stronę Julii, ale musiała zmienić miejsce obserwowania, bo już jej tam nie było.

                Usłyszałem pierwsze dźwięki gitary.. A głos sam wydostał się z moich ust.

                - In  mir.. wird es langsam kalt.. Wie lang könn’ wir beide hier noch sein? – słowa popłynęły same. Patrzyłem na Toma z bólem i wzruszeniem. To była nasza piosenka. Piosenka o naszej miłości. Napisana wtedy, gdy ta miłość była najsilniejsza.

                Nie wiem czy kiedykolwiek uczucie, którym kogoś obdarzę będzie choć trochę zbliżone do tamtego, którym darzyłem Toma. Kolejne ukłucie w szczęście, rana która pozostaje. Jedna złota chwila, która za każdym razem boli coraz bardziej. Światło i cień odbierają mi perspektywę. Nie wiem, czy jeszcze powrócę.

poniedziałek, 31 października 2016

63. Mein Herz Kämpft,  Gegen mich,  Wie'n Alien in mir


Z okazji Halloween i pięknego święta Wszystkich Świętych, gdyż może trochę wolnego przyczyni się do zajrzenia na mojego bloga. Miłego czytania.

~ Sinni


63. Mein Herz Kämpft,  Gegen mich,  Wie'n Alien in mir



                Plaża była ciasna i zatłoczona. Prócz zwykłych turystów oczywiście towarzyszyło nam paparazzi i rzesza fanów, którzy podróżowali za nami po całym świecie, żeby uczestniczyć w każdym z koncertów. Rozłożyłem właśnie swój ręcznik i po pozbyciu się zbędnych ubrań usiadłem na nim w samych kąpielówkach. Sam nie wiedziałem, dlaczego zgodziłem się iść z bratem na plażę. Julia mnie zachęcała, miała dołączyć za dwie godziny. Siedziałem trochę na słońcu, trochę w cieniu pinii. Było cholernie gorąco. Westchnąłem patrząc na jego ciało i jak sam się mości na swoim ręczniku. Powtarzałem sobie,  że to po prostu na pokaz.. żeby paparazzi porobili zdjęcia, i żeby widzieli, że wszystko między nami w normie. Byliśmy przed ostatnim koncertem. Łapaliśmy promienie słońca w Splicie.

                Tom zerkał na mnie tak często, że aż zacząłem uznawać to za lekko podejrzane. Założyłem ciemne okulary na nos i wyciągnąłem olejek do opalania.

                - Pomóc ci? – zaoferował, odchrząkując jednocześnie.

                - Nie – odparłem krótko i sam posmarowałem swoje ciało Patrzyłem przed siebie, na wodę, do której miałem zamiar niedługo wskoczyć, aby jakoś odsunąć się od niego jak najbardziej.

                Po ciężkim westchnięciu zrozumiałem, że Tom już traci nadzieję na jakąkolwiek poprawę relacji między nami. Przysunął się jednak i złapał ukradkiem mój nadgarstek. Przeniosłem na niego ukryte za okularami badawcze spojrzenie.

                - Ona.. Julia.. naprawdę ci się podoba? – wyszeptał, bawiąc się lekko swoim kolczykiem w wardze.

                - Jakie to ma znaczenie? – odpowiedziałem, odwracając twarz od niego. – Krótko ją znam. Podoba mi się. A czy to coś więcej, to się zobaczy.

                Puścił moją rękę i bez słowa wziął olejek, żeby nasmarować mi plecy. Chciałem zaprotestować, ale odpuściłem, wiedząc, że byłoby to sprzeczne z celem naszego wyjścia na plaże.

                - Jest bardzo ładna. Nigdy nie widziałem cię z kobietą.. w swojej wyobraźni, wiesz. Ale chyba na swój sposób pasujecie do siebie – powiedział, co mnie nawet trochę zdziwiło. – Jakbyś chciał jakiejś rady czy coś, to zawsze możesz ze mną pogadać – dodał i oparł się o murek, tak jak ja.

                Podciągnąłem kolana pod brodę i słuchałem tylko dźwięku fal. Czułem jakbym chciał wyrzucić wszystko z siebie. Ale nie chciałem przerzucać się tym w miejscu publicznym. Nie byłoby to na pewno rozsądne. Tom dziwnie objął mnie ramieniem w tym momencie i przytulił do swojego boku. Już zapomniałem jak bardzo potrafił czytać w moich myślach. Jak jego ramię jest silne.. i jak bardzo uspokaja negatywne emocje.

                - O mały włos.. a zostałbym na stałe w Paryżu – mówię cicho, a brat spogląda na mnie dość zaciekawiony i na pewno nadal zbolały. – Xsavier.. zabrał mnie do siebie, gdy wyszedłem ze szpitala. Chyba naprawdę mnie pokochał. Ma dwójkę dzieci, naprawdę kochanych. To była idealna okazja, żeby się ustatkować.. w łóżku był niesamowity – dodałem, a Tomowi cała ręka zadrżała. Chyba przeszedł go dreszcz.

                - Więc, czemu wróciłeś do Hamburga? – zapytał dość cicho jakby trzymał w gardle nerwowa gulę.

                - To nie był mój czas. Dom był jak marzenie. Ale nie był jak mój. Dzieci były wspaniałe.. cudowna rodzina, ale nie moja. Może podświadomie czułem, że mimo iż jest gotowy, to nadal pamięta mocno o żonie, która zginęła w wypadku. Albo to moja podświadomość mówiła, że nigdy nie będę dla niego pierwszy, a moja egoistyczna dusza nie pozwalała mi zgodzić się na taki układ. Muszę być dla kogoś jedyny. Dzieci były wspomnieniem jej.. ona żyła w nich w tym domu. Po prostu.

                - Nie każdy człowiek jest stworzony do takiej roli. Niektórym to przeszkadza, a niektórym nie. Nie obwiniaj się za bycie egoistą – odpowiedział. – Jestem przekonany, że i nie jeden altruista miałby problem ze swoją psychiką w takiej sytuacji. – Pogłaskał moje ramię dość czule. Nie spodziewałem się usłyszeć od niego takich spokojnych i wyrozumiałych słów.

                Wziąłem w wolną dłoń kilka kamyczków i przerzucałem je to w tą to w tamtą opierając brodę o prawe kolano. Zerknąłem na niego ukradkiem. Patrzył na mnie nieprzerwanie, więc speszony odwróciłem wzrok.

                - Wiesz.. ta cała sytuacja naprawdę dała mi do myślenia – zacząłem znów. – O przyszłości, o czymś więcej niż o teraz, o dzisiaj. Leb die Sekunde już dawno należy do przeszłości, czasy młodości są w pewnej części za nami. Nasz związek.. byłby dla ciebie męką. Ukrywanie przez całe życie.. i nie mielibyśmy dzieci.. może to musiało się tak skończyć. – Wzruszyłem ramionami i westchnąłem ciężko. Tom mocniej przytulił mnie do siebie i objął obiema rękami. Gładził lekko moje włosy.. w pewnym sensie było tka jak kiedyś.

                - Mimo wszystko chciałbym żyć z tobą, Bill. Nie chcę ani jej, ani tego dziecka. Nie kocham ich. Zaczynam nienawidzić siebie, gdy coraz bardziej dochodzi do mnie to wszystko. Jak to spieprzyłem, jak ciebie skrzywdziłem. – Oparł podbródek o mój czubek głowy i cmoknął go leciutko. – Nie masz pojęcia jak za tym tęsknie.. za tobą – dodał szeptem.

                Przymknąłem oczy i pozwoliłem naszym ciałom zastygnąć w takim położeniu. Jedna skradziona chwila potrzebna i mojemu i jego ciału. Balsam dla ciała.. powolne rozdrapywanie ran dla duszy.

                - Nie potrafię sobie wyobrazić, co tobą kierowało, że to zrobiłeś, Tom. – Westchnąłem cicho i zamknąłem oczy.  – Naprawdę nie potrafisz utrzymać chuja w spodniach? To było tylko kilkanaście dni.. nie rok.. – wyszeptałem.

                - Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, Bill. Wiem, co zrobiłem i jakie są tego konsekwencje – odpowiedział. – Nie ukrywałem tego przed tobą. Mimo, że nie miałeś szans, żeby się dowiedzieć. Mogłem jej zapłacić za milczenie. Zmusić do aborcji. Mogłem to schować przed tobą tak głęboko, że byś tego nie rozbabrał. Dobrze o tym wiesz, Bill, znasz moją przeszłość, moje kontakty. Wiesz, co mógłbym z nią zrobić, żeby tylko uchronić nasz związek. Ale nie chciałem cię okłamywać, ani przeistoczyć się w gorszego potwora. Nie usprawiedliwia to mnie. Ale chciałbym, żebyś.. może potraktował to trochę jako czynnik łagodzący zarzuty, nie wiem.. wiedz, że miałem takie myśli. A wybrałem jak wybrałem, co tu więcej gadać. – Odsunął się lekko i poprawił czapkę na swojej głowie.

                Ta chwila lekkiego bólu rozchodzącego się po ciele trwała jeszcze kilkanaście sekund. W końcu sprawiła, że moja dłoń zacisnęła się w pięść i zsunęła się z kolana na ręcznik.

                - Idę do wody – powiedziałem chyba trochę ciszej niż zamierzałem i wstałem, a potem skierowałem swoje kroki do dużo chłodniejszej wody, co początkowo utrudniało wejście do niej. Gdy obmywała nogi, to było jakby milion szpilek wbijało mi się w kostki, ale dało się do tego przyzwyczaić po pewnym czasie.

                W końcu byłem już zanurzony do pasa. Po odwróceniu się widziałem, że i mój brat zmierza w moim kierunku, jednak jemu wejście do wody nie zajęło więcej niż ej jednej sekundy na całkowite zanurkowanie i podpłynięcie do mnie.

                - Delikatniś.. – zaśmiał się lekko po wypłynięciu obok mojego lewego uda, a potem ochlapał mnie całego wodą, łącznie z włosami i widać, ze dobrze bawi się przy tym, gdy ja purpurowieje ze złości, że moja cudna fryzura zostaje całkiem pokryta soloną wodą.

                Gdy zacząłem się bronić, złapał mnie za ramiona i wcisnął pod wodę nurkując jednocześnie, więc nie miałem już na sobie ani skrawka suchej skóry. Po wypłynięciu w moich myślach stwierdziłem, ze jego usatysfakcjonowana zadowolona mina nic a nic się nie zmieniła.

                Zbliżył się i patrzył się w moje lekko wściekłe i lekko rozbawione oczy.

                - Jesteś piękny jak zwykle.. nawet po ścięciu tych włosów. – Dotknął delikatnie mojej głowy. – Chociaż wyglądasz zdecydowanie inaczej – dodał i odchrząknął cicho.

                Odgarnąłem sobie z czoła oklapnięte włosy i spojrzałem w stronę słońca żeby chociaż twarz mi wyschła.

                - Nadchodzi wielka zmiana, Tom.. ogromna.. nie będzie to nic, o czym mógłbyś choćby pomyśleć. Geneza tego jest w moim śnie, w ojej głowie.. przychodzi coś tak wielkiego.. – Urwałem i poczułem jak Tom mocno mnie przytula do swojej piersi. Tak naprawdę bardzo mocno… jak kiedyś. – Nadchodzi coś dojrzałego i ciemnego, Tom.. coś całkiem obcego – szeptam spoglądając mu w oczy, a jego usta są już naprawdę całkiem blisko moich. Widzę jak się pochyla, jak chce tego pocałunku. Czuję jak sam go chcę, cholera..

                Odwracam głowę, a jego usta spoczywają na moim policzku.

                - Zwariowałeś? Wiesz, ile tu jest ludzi? – syczę odsuwając się jak najdalej od niego i kładę się na wodę. Unoszę się, aby opanować emocje. Mam nadzieje,  że nie wyczuł ich za dużo.

                - Czasem naprawdę mam to gdzieś, Bill.. nic po za tobą się dla mnie nie liczy – odparła i patrzył na mnie z góry przysłaniając lekko słońce.

                - Więc właśnie ze względu na mnie miej wzgląd na otoczenie, bo już nigdy nigdzie z tobą nie wyjdę – zagroziłem i powstrzymałem lekki uśmiech. Jego mina niewiniątka była tak samo rozbrajająca jak kiedyś. Westchnąłem lekko. – Powiedziałem Davidowi. Miałem nóż na gardle – wyjawiłem w końcu.

                - Wiem – odparł niewzruszony. – Zrobił mi taką awanturę jak nigdy.. Jakbym wciąż był nieopierzonym dzieckiem. – Zaśmiał się i pokręcił głową. Polewał lekko mój brzuch wodą. – Ale to dobrze.. w sumie wolałem dostać ten opierdol niż taka ciszę jak od ciebie. To milczenie to gorsze niż wrzaski – stwierdził zdecydowanie. Odwrócił lekko głowę. – Twoja laska idzie. Nie chcę wam przeszkadzać. – Pogłaskał mnie po włosach z lekkim bólem w oczach i poszedł na swój ręcznik pokazać jej gdzie leżymy.

Wyszedłem za nim, jednak, gdy dotarłem do ręczników, on się już zwinął, a ona usadowiła się obok i poprosiła o nasmarowanie. Miała smakowite ciało odziane tylko w bikini. Oblizałem się lekko i delikatnymi ruchami jednak zimnych dłoni zacząłem smarować jej ramiona klęcząc za jej plecami. Pochyliłem się i pocałowałem jej szyję. Kropelki z moich włosów spadły na jej dekolt i zniknęły między piersiami, dostała gęsiej skórki, a ja obserwowałem, jak jej sutki lekko odznaczają się na jej bikini. Zamruczałem cicho do jej ucha chyba w ogóle tego nie kontrolując i zsunąłem dłonie niżej na jej ciało.

- Powinienem zakazać ci zakładania bikini – szepnąłem jej niskim głosem do ucha i przesunąłem dłońmi po jej dekolcie, a potem zsunąłem na brzuch i lekko ją do siebie przytuliłem.

Oparła się o mnie pewnie i spojrzała na mnie. Pochyliłem się lekko i pocałowałem jej różowe usta. Oj tak.. jej słodkie, różowe usta. Wszystko czego wtedy potrzebowałem.

- Zakażesz ubierać mi bikini na plażę..? – Zachichotała cicho i pogłaskała moje dłonie.

Przytuliłem ją mocniej dociskając biodra do jej pleców, żeby poczuła jak w jednej chwili moje kąpielówki zaczęły skrywać pod sobą mały sekret.

- Zdecydowanie zakazuję.. – wyszeptałem znów do jej ucha dość mrucznie, a potem przechyliłem ją wygodnie w swoją stronę i całowałem ją mocno i namiętnie, badając jej usta języczkiem. Słyszałem jak robią zdjęcia, wiedziałem, ze ludzie patrzą… ale w tym momencie nie miało dla mnie nic większego znaczenia, niż zacałować Julię na śmierć.

Moje serce walczy przeciw mnie.. jakby coś obcego siedziało we mnie. Czuję, że wybaczam.. że nie powinienem, ale właśnie tak się dzieje. Ale nawet jeśli – nie pokażę tego. Nie odzyska mnie łatwo. Jeśli odzyska mnie w ogóle..

czwartek, 20 października 2016

62. Lass die Hunde los


Witam niewitanych :D  zapraszam do czytania kolejnego rozdziału i proszę o komentarz, to dzięki nim piszę.

~ Sinn

62.  Lass die Hunde los



                Spaliny, lekki pisk hamulców, dźwięk otwieranych drzwi. Zapach drogiej wody kolońskiej.

                - Witaj, David – mój głos kierowany do mężczyzny wychodzącego z naszego tourbusa.

                - Witaj, Bill – ten sam jak kiedyś nonszalancki głos, mówiący „kim to ja nie jestem”. – Kim jest ta młoda dama? – pyta od razu, zżera go ciekawość.

                Spoglądam na Julię z lekkim uśmiechem uchylając swoje ciemne okulary i łapię ją za rękę.

                - To Julia. Zabieram ją ze sobą w trasę. Jest moją inspiracją – odpowiadam śmiało. – Ma na razie wakacje – dodaję i razem z dziewczyną pakuję się do autobusu.

                Rodziców Julii nie było trudno przekonać. Jak się okazało i jej ojciec był muzykiem i tak właśnie poznali się z jej matką. Więc znali takie życie. I nie widzieli powodu, dla którego ich córka miała go nie skosztować. A ona chciała jechać. Mimo, że ta franca od Toma została. Nawet nie chciała o tym słyszeć. Wyklęła Toma za to, że jedzie. Wtedy jedynie wygarnąłem jej to, co o niej myślę, a Julia dość nieśmiało mnie poparła, czym cała nasza trójka sobie nagrabiła. Wiec ani Julia nie miała wyrzutów sumienia, że jedzie, ani też Tom.. szczególnie, że taka z niej była zołza. A ja.. ja całkowicie cieszyłem się z tej sytuacji. Julia była ze mną. I wydawała się rozumieć więcej niż ja rozumiałem. A Tom mógł się w dupę pocałować. I mimo, że był moim bratem. Był również ex. I chciałem, żeby cierpiał po tym jak mnie skrzywdził. Chciałem tego bardzo mocno, budziło to we mnie nikczemne żądze, których ujściem okazała się muzyka.

                Położyłem dłoń na jej nagim udzie, miała te seksowne shorty na sobie, a ona złapała lekko moje palce i ścisnęła swoimi. Gdy Tom wsiadał do środka nie zapomniał zaszczycić nas spojrzeniem. Położył swoją gitarę po drugiej stronie i słowem się nie odezwał. Chłopaki czuli to napięcie, którego całkiem nie rozumieli. W Paryżu jeszcze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a teraz on się przede mną chowa jak mysz pod miotłą, a ja – naczelny gej w zespole – mam ekstra laskę u boku i nawet nie spoglądam na brata od momentu, gdy dowiedziałem się o „incydencie”.

                W końcu tez ruszyliśmy. Musieliśmy zrobić kilka prób. Nie graliśmy już ponad miesiąc. Nie razem. Zmierzaliśmy w stronę Zurychu. To na tamtym koncercie przerwaliśmy trasę. Zurych, Londyn, Moskwa, Madryt i Zagrzeb. Pięć brakujących koncertów do końca trasy Zimmer 483. Do końca trasy, której nie miałem ochoty kończyć.  Moje myśli kłębiły się już wokół czegoś całkiem nowego, obcego i fascynującego.

                - Pokaż mi ten nowy tekst – rzuciła w trakcie jazdy Julia odrywając się od swojej gazetki. A wtedy.. piekło zstąpiło do autokaru.

                Poczułem na sobie wzrok każdego. Cztery pary oczu wpatrywały się we mnie bezwzględnie oczekując wyjaśnień. Jedna była zaintrygowana, druga podekscytowana, trzecia niedowierzająca, a czwarta… zbolała i pokrzywdzona.

                Wyjąłem zeszyt bacznie ich obserwując.

                - Nie. I ani się ważcie go dotykać – wysyczałem do nich mrużąc oczy, a zeszyt podałem dziewczynie i musnąłem jej policzek wczytując się w tekst razem z nią.

                - Bill, nalegam abyś natychmiast pokazał nam to, co masz! – powiedział Jost podchodząc do mnie i Julii bardzo szybko. – Tom mamrotał coś o jakiejś inspiracji i humanoidzie czymkolwiek on jest, ale chyba sam wiesz, że wszystkim nam przyda się twoja inspiracja. I jeśli ta myśl jest dobra, podążymy za nią tak jak wcześniej – dodał unosząc się w swojej przemowie jak zawsze. Może miało to coś wspólnego z genami wilka alfa w jego krwioobiegu.

                Westchnąłem cicho i spojrzałem przez okno.

                - Humanoid. To istota bez emocji. Gnająca przed siebie. Zautomatyzowana. Bez ograniczeń. Humanoid to ja – odparłem. – Opowiem wam. O idei.  Gdy przyjdzie na to czas. A od tekstów wara – warknąłem na ostatku i zmrużyłem oczy lekko.

                David odchrząknął po chwili ciszy i pogładził lekko moje ramię.

                - Chodź, pogadamy. – Wstał i bez czekania na moją odpowiedź poszedł na tył autobusu.

                Zerknąłem na Julię i wywróciłem lekko oczami. Zabrałem jej zeszyt delikatnie.

                - Wezmę.. bo ci siłą wyszarpią jak cię z nim tutaj zostawię  - powiedziałem i wstałem. Pogładziłem jej włosy a potem pożegnałem się na te kilka chwil czułym pocałunkiem. Ona przymknęła oczy. A ja..  całkiem automatycznie wwierciłem oczy w Toma. Patrzył. Dokładnie ka jakby wiedział, że nie ma prawa ich zamykać. Że to właśnie jego kara.

                Przeszedłem na koniec do pomieszczenia, gdzie niegdyś spaliśmy razem z Tomem. Teraz to miała być sypialnia moja i Julii. Siedział na łóżku i patrzył na mnie intensywnie. Zamknąłem drzwi i oparłem się o nie. Poklepał miejsce obok siebie i poczęstował mnie skrętem. Zdziwiło mnie to początkowo, ale odpaliłem i zaciągnąłem się. Patrzył tak na mnie w ciszy kilka chwil i sam rozkoszował się trawką.

                - Bill.. – zaczął w końcu, a ja się spiąłem, bo doskonale wiedziałem, do czego to zmierza. – Po co te szopki? Ta Julia. I te wasze złowieszcze spojrzenia. To jest zespół, my wszyscy. Powinniście albo powiedzieć nam, o co chodzi, albo wyjaśnić to między sobie i wrócić do normy. Omijacie się kilometrowym łukiem.

                - To, co jest teraz jest normą, Jost – odpowiadam odwracając twarz z zaciętą miną.

                - Bill, wykładam na was kasę, inwestuję. Jesteśmy jednym zespołem. Dopóki wasze kłótnie były wasze i nie przenosiły się na resztę, to była wasza sprawa. Ale, gdy ma to wpływ na resztę zespołu i na cały zespół razem wzięty, to moim obowiązkiem jest reagować, Bill – odparł. W jego oczach tkwiło szczere zmartwienie.

                Westchnąłem ciężko, bo w głębi siebie czułem, że ma rację. Sytuacja między nami była niemożliwa do naprawienia a wpływała negatywnie na chłopaków. Ryba psuje się od głowy. Ja jestem głową tego zespołu… Biłem się przez moment z myślami. Zaciągnąłem się parę razy w milczeniu.

                - Zacznij od tej dziewczyny. To jakaś zemsta? Ale za co? Czujesz coś do niej naprawdę? – zaczął pytać, bo nie wytrzymał już z ciekawości a może i z nerwów.

                - Julii do tego nie mieszaj. Nie miała z tym nic wspólnego – odpowiadam powoi ważąc słowa. – Chcę, żeby została. Bez niej nie napisze już nic do tej płyty. A wierz mi, warto, żebym kontynuował – ostrzegłem go i uchyliłem okno. Wyrzuciłem niedopałek ale nie zamknąłem. Szum wiatru zagłuszał naszą rozmowę jeszcze bardziej. Westchnąłem i zamknąłem oczy. – Dawid.. to, o co pytasz.. to coś, o czym nie wie nikt. I jeśli chcesz o tym rozmawiać, to będzie nam potrzebna klauzula poufności – mówię i wyciągam papierosa. A po zastanowieniu to od razu drugiego i odpalam oba na raz. Nadal stoję przy oknie tyłem do niego.

                David jest wyraźnie zaskoczony moją odpowiedzią. Milczy. Być może pierwsze o czym pomyślał, to że kogoś zabiliśmy. I może nie był tak daleko. Zabiliśmy coś. Zabiliśmy naszą miłość.

                - Sądzisz, ze pójdę rozpowiadać o tym? Na pewno nie jest to również w moim interesie. Zarabiam dzięki wam – odpowiedział po chwili zastanowienia.

                - Coś w tym jest.. – mruknąłem i usiadłem na fotelu naprzeciwko niego. Przypatrywałem się jego oczom. Byłem pewien, ze widzi jakie moje są puste, gdy o tym myślę. – Ja i Tom. Byliśmy parą, David. Prawie od początku, gdy przeprowadził się do nas i, gdy go poznałem. Prawie od tamtego czasu – powiedziałem spokojnie. Jost milczał, więc kontynuowałem.  – Zdradził nie jak leżałem w szpitalu w Paryżu. I zrobił jej dziecko. To się stało, David – odparłem i wydmuchałem dym. – I jeśli zamierzasz pytać o to, jak mogliśmy być braćmi w związku, to odpowiem, że jak widać mogliśmy…

                - Nie pytam o to – przerwał mi, choć miałem zamiar jeszcze coś dodać. – Nie ma to dla mnie znaczenia. Teraz to tłumaczy wszystko. – Westchnął i potarł lekko twarz. – To stad ten.. humanoid, tak? Skrzywdził cię.. a ty nic nie czujesz – mówił coraz ciszej. Nie pytał. Wiedział, że tak jest i się nie mylił.

                Ponownie zapadła dość nieprzyjemna cisza. Ciągnąłem raz z jednego raz z drugiego papierosa. Miałem trochę nerwa. Jednak musiałem wrócić myślami do tego, co nieprzyjemne.

                - Dlatego nie chcę śpiewać starych utworów. Bo przypominają tamte czasy. Każda z tamtych piosenek odzwierciedla pełen szczęścia moment przeżyty wspólnie z Tomem. A teraz.. jest inaczej. Teraz wszystko będzie inne – wyszeptałem.

                Jost wstał i poklepał lekko moje ramię.

                - Nikomu nie powiem – powiedział. Nigdy wcześniej nie sądziłem, ze można z nim tak rozmawiać. Wcześniej dużo się przekomarzaliśmy. Często robiliśmy sobie na złość. – 5 koncertów, Bill. Dasz radę. A potem będziesz miał czas dla siebie. Tyle, ile będziesz potrzebować. Bylebyś do końca roku dostarczył mi wszystkie teksty na nową płytę.

                - Sądzę, że to aż nadto czasu..

                - Mógłbym z nim porozmawiać ale obawiam się, że tak niczego by to nie zmieniło. Ale wyjaśnijcie sobie parę rzeczy. Albo uzgodnijcie, cokolwiek. Bo czuć niezgodę między wami i to będzie odpychać – powiedział, po czym wyszedł z pokoju.

Zostałem tam sam z myślami i nieznośnymi wspomnieniami na temat tego, co kiedyś na tym łóżku się działo między nami.

- Pierdolić to, kurwa mać.. – warknąłem sam do siebie i wyrzuciłem dwa niedopałaki za okno. Położyłem się na łóżko i myślałem.

Drzwi pokoju się otworzyły i do środka weszła Julia. Uniosłem lekko jeden kącik ust w uśmiechu i wyciągnąłem do niej dłoń. Złapała ją bez wahania i usiadła przy mnie na łóżku. – Czas wypuścić psy.. – szepnąłem gładząc jej nieskazitelny policzek. Jej skóra była taka miękka..

- Co takiego? – zapytała niepewna, czy dobrze zrozumiała.

- Czas wypuścić psy, skarbie.. czas oddać się wolności. Oddać się wenie i emocjom jednej chwili. – Przyciągnąłem ją bliżej tak, że opierała się dłońmi o mój tors. Jej włosy delikatnie łaskotały mnie po twarzy, gdy całowała moje usta.

Będziesz płakać, Tom.. nie naprawisz mnie. Nawet przez swoje słone łzy. Czas wypuścić psy. I żyć bez ograniczeń.

piątek, 23 września 2016

61. Don't you mess with my heart.


Witam wszystkich.. chyba nie uwierzycie, ale byłam święcie przekonana że wstawiłam ten rozdział XD. A on tak czekał i się kurzył i kurzył. I dzisiaj patrzę.... a go nie ma. I zdębiałam. Dlatego też bardzo Was przepraszam za swoje gapiostwo i wrzucam rozdział. A dedykuję go tym którzy tu wrócili :)

~ Sinni




61. Don't you mess with my heart.





            Po opuszczeniu stoczni zabrałem Julię do hotelu. Oboje byliśmy podekscytowani tym, co miałem w głowie,  co czekało na spełnienie i urzeczywistnienie chociażby na papierze.
Dopadłem do biurka, wyjąłem z torby zeszyt, gdzie były piosenki i otworzyłem na końcu. Wziąłem ołówek i zacząłem rysować jeszcze zanim Julia zdjęła buty. Wzięła sobie krzesło i usiadła obok pociągające jedna nogę do góry pod brodę i przyglądała się temu, co tworzę na papierze.
            - Co to, Bill? - zapytała patrząc na wielkie na całą kartkę kółko.
            Wyszczerzyłem się, a moje oczy błyszczały.

            - To.. to jest projekt sceny.. moje miasto - powiedziałem tajemniczo i dorysowałem kolejne kreski aż zaczęło to wyglądać coraz bardziej dziwnie, przynajmniej dla Julii. Ale ja miałem plan w głowie. Dodałem cienie i zaczęło to nabierać wyglądu trójwymiarowego. Wtedy wytłumaczyłem jak działa. Że się otwiera, że my bylibyśmy w środku, że na końcu znów byśmy w niej zniknęli.
            - Wow.. Bill, to jest.. - pokręciła głową ze zdumieniem. - To magiczne.. futurystyczne, to.. - Aż chyba zabrakło jej słów. - Chciałabym już pójść na wasz kolejny koncert.
            Przeniosłem na nią wzrok, byłem uśmiechnięty i zadowolony. Dość nieśmiało, bo bądź co bądź nigdy tego nie robiłem, pogłaskałem jej udo delikatnie, a ona dostała gęsiej skórki.
            - Bill.. a ty nie jesteś gejem? - zapytała i trochę zbiła mnie tym z tropu.
            - Po tym, że mi się podobasz, sądzę,  że jestem bi.. bo innego wytłumaczenia nie znajduję - odparłem, a ona.. ona totalnie mnie zaskoczyła.
            Złapała w dłonie moja twarz, przyciągnęła ja za kark do siebie i pocałowała moje usta delikatnie. Przymknęła swoje piękne oczy. Oddałem pocałunek i wsunął em dłoń w jej miękkie włosy, po czym przejąłem kontrolę i pogłębiłem pocałunek wsuwając języczek w jej usta, na co bez oporu pozwoliła. Smakowała słodyczą, jakiej próżno szukać na świecie. Złapałem ją w talii i przyciągnąłem na swoje kolana tak by usiadła okrakiem. Złapała mocno moją szyję przytuliła się do mnie, nie odrywając ust od moich.
            I kto wie jak daleko byśmy wtedy poszli, gdyby nie to, że do drzwi mojego pokoju ktoś zaczął pukać.
            - Chodź.. - powiedziałem z dużym uśmiechem i wziąłem ja na ręce pod tyłek, a ta owinęła nogi wokół moich bioder i się roześmiała.

            Podszedłem do drzwi i je otworzyłem. Za nimi ujrzałem brata, który spojrzał na nas takim wzrokiem, że aż odstawiłem Julię na ziemię.
            - Czemu nie zadzwoniłeś, żebym po ciebie pojechał?  - zapytałem wciągająca bliźniaka do pokoju za nadgarstek. - Co się stało, że wróciłeś wcześniej?
            Tom spojrzał wymownie na Julię, a ta się speszyła lekko.
            - Pójdę już, Bill. Może jutro się zobaczymy. - Uśmiechnęła się. - Weź swój zeszyt z planem i przyjdź do mnie. Trochę interesuję się grafiką, chętnie ci w tym pomogę, żeby scena jaką sobie wymarzyłeś miała jakąś podstawę do projektowania przez fachowców - powiedziała ubierając jednocześnie glany.
            Podszedłem do niej z uśmiechem.
            - Chętnie przyjdę.. będę koło 10 - powiedziałem i pogłaskałem jej schylone plecki.
            Gdy się wyprostowała, przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem ją czule w usta, obejmując ją w talii.
            - Nie chcesz, żeby cię podwieźć? - zapytałem dla pewności.
            - Nie, Bill. Macie do pogadania,  a ja stąd mam kilka metrów do przystanku. - Pogłaskała mój policzek i wyszła z pokoju.
            Zamknąłem drzwi i wróciłem do środka,  spojrzałem na brata, który siedział w fotelu.
            - Miałeś.. miałeś mnie pierwszemu powiedzieć, jaki masz pomysł, a tym czasem.. tym czasem prócz pomysłu masz już projekt sceny, który ona zna a ja nie.. - powiedział smutno.
            Rzeczywiście przypomniałem sobie coś takiego. Ale to było dawno. Gdy jeszcze on nie złamał swojej obietnicy wierności.
            - Tom. Bez niej nie byłoby nawet pomysłu. Po za tym. To było dawno. I gdybyś był tu, a nie tam, też byś już go znał - odparłem i usiadłem na łóżku.
            Nastąpiła chwila dość niewygodnej ciszy.
            - Od kiedy całujesz kogoś,  kogo nie znasz? - mruknął.
            - Dokładnie od tego dnia, od którego ty zacząłeś pieprzyć kogoś,  kogo nie znasz - odpowiedziałem nie tracąc zimnej krwi.
            Podniósł na mnie wzrok. Był zły, ale po chwili złagodniał.

            Wpatrywał się we mnie. Widziałem jak jego mięśnie pracują to się spinając, to po chwili rozluźniając dłonie.
            - Co się stało, że przyszedłeś? - zapytałem w końcu, bo nie mogłem już mój brat żałośnie wyglądał.
            Zamrugał tak jakbym go wybudził z jakiegoś transu.
            - Pokłóciłem się z Wiktorią - powiedział niezadowolony. - Nie chce mi się o tym gadać - dodał, a ja postanowiłem to uszanować i nie dopytywać. Zrozumiałem, że jedyne czego Tom potrzebuje to towarzystwa. Znałem go nie od dziś.
            - To.. powiesz mi? Co to będzie?  - zapytał po jakiejś minucie, przerywając kolejna ciszę.
Wstałem, wziąłem jakiś notes i napisałem jedno słowo. Zgniotłem ja i rzuciłem kulką w dłonie brata, po czym wróciłem na łóżko i zacząłem ściągać z siebie glany.
            Rozłożył karteczkę i spojrzał na mnie zdziwiony.
            - Humanoid? Co to „humanoid”?  - zapytał, a ja się lekko uśmiechnąłem.
            - Humanoid to ja - odpowiedziałem i zniknąłem z pokoju, aby wynieść glany.
            Patrzył się jeszcze jakiś czas w kartkę i chyba próbował zrozumieć, co nie do końca mu wychodziło. Ale ja na razie nie chciałem tłumaczyć. To jeszcze było za wcześnie.
            Tom został u mnie i po prostu oglądał telewizor, a ja siedziałem na łóżku i pracowałem nad tekstami. Takie spędzanie czasu też było wspólne. Czasem coś komentował, a ja odpowiadałem. Podzielność uwagi przydawała się w takich momentach. Po za tym byliśmy tylko braćmi. Braci dużo nie rozmawiają. Kumple mówią, kiedy trzeba, a gdy nie to nie. To było całkiem inne od naszej relacji, gdy byliśmy razem.
            Pod wieczór,  gdy wróciliśmy z kolacji rozdzwonił się mój telefon. Tom robił samolocika z papieru, a ja nadal siedziałem na łóżku.

            - Tak, Jost?  - odebrałem,  widząc, że to David.
            - Bill, gdzie wy się, cholera, podziewacie? - zapytał zdenerwowany jak zawsze. Taki zawód.
            - Wiesz.. W Polsce jesteśmy. Tom przyjechał do swojej, a ja tu w towarzystwie - odparłem spokojnie. Automatycznie. Nawet to, że Tom ma "swoją" niezbyt mnie wzruszało.
            - Bill, wracaj. Z bratem, czy bez, ale wracaj. Musicie wrócić w trasę, koniec letargu. Już się wyleczyłeś z kontuzji. A dziewczyna w ciąży to nie kalectwo, żeby Tom miał wolne i się obijał. Chyba już wystarczająco dużo czasu i pieniędzy nam uciekło. Zdążył się pogodzić z losem. Pojutrze wyjeżdżamy. Masz przyjechać. A jak jego nie będzie, to szukamy nowego gitarzysty. I tyle - wydał swoje rozkazy i opinie tonem nieznoszącym sprzeciwu.
            Westchnąłem cicho nie do końca zadowolony, w końcu miałem się kolejnego dnia znów zobaczyć z Julią.
            - Dobra. Zakładam, że chłopaki już wiedzą. To przyjedziecie jak zawsze. Pogadam z Tomem - odparłem jedynie i się rozłączyłem.
            Tom podniósł na mnie swój wzrok, gdy odłożyłem telefon.
            - Jost powiedział.. - zacząłem, ale mi przerwał.
            - Słyszałem - mruknął i westchnął. - Bill, ja nie wiem, co mam robić.. ty wyjeżdżasz. Nie będę tu wciąż mieszkać w hotelu. Nie chce ciągle być w drodze między Hamburgiem a Gdańskiem. W ogóle.. nie chcę się z nią spotykać. Działa mi na nerwy, chce wszystko po staremu. Ale.. ehh.. - Westchnął i wstał z fotela. Podszedł do łóżka i sięgnął po swoją bluzę. - Pokłóciłem się z nią o to, że ona nie chce, żebym wyjeżdżał. Chce mieć mnie tutaj przy sobie. A ja.. ja chcę dalej spełniać marzenia, jechać w świat. Chcę kontynuować trasę.
            Pomyślałem chwilę i westchnąłem. Poklepałem miejsce obok siebie, a on po chwili usiadł na łóżku obok mnie.

            - Tom.. nie znasz jej. Nie wiem czy mówisz prawdę, bo sam już nie wiem, kiedy jesteś szczery, a kiedy nie, ale to że jej nie znasz wiem na pewno. To, że macie dziecko nie znaczy tak dużo jak myślisz. Nie jesteś temu winien, nie zgwałciłeś jej chyba, że czegoś mi nie powiedziałeś. Nie możesz się obwiniać i rezygnować ani przeprowadzać do niej. Tego dziecka jeszcze nie ma. To co innego, gdy było by już na świecie,  trzeba mieć z nim kontakt. Ale jeśli ciebie i jej nic nie łączy, to nie widzę powodu, żebyś rezygnował z trasy. Zobacz, Geo i Asma są już razem tak długo. On wyjeżdża, ona zostaje w domu, a jednak są razem i się kochają. Więc nawet gdybyś ją kochał, to nie byłby powód by zostać. A gdyby ona kochała ciebie i nie była samolubna, pozwoliłaby ci jechać bez żadnych afer.. w końcu musisz jakoś zrobić na alimenty. Ona nie może ci mówić, co masz robić. A ty nie możesz czuć się winny względem niej. Możesz się tak czuć tylko względem mnie. Jak już mówiłem,  nie zgwałciłeś jej. Sama rozłożyła nogi. Więc przestań się stresować - zakończyłem swoje przemówienie i pogłaskałem lekko jego ramię.
             On pokiwał głową i po chwili niespodziewanie się do mnie przytulił. Objąłem go z początku dość niepewnie, jednak po chwili już trwał w moim stalowym uścisku. Płakał - czułem i słyszałem. Nic już nie powiedziałem. Po prostu trwałem przy nim tak jak obiecałem. Sam zamknąłem oczy odprężając się trochę i leniwie głaskałem jego plecy opuszkami palców. Po kilkunastu minutach poczułem jak nagle zrobił się cięższy, więc już wiedziałem, że zasnął. Położyłem go na łóżko i ściągnąłem buty, a potem lekko go nakryłem kołdrą. Wyszedłem na balkon zapalić papierosa. Kiedyś rzadko paliłem. Teraz poczułem jak bardzo mam ochotę na papierosa. Nie odmówiłem go sobie.

            Resztę wieczoru spędziłem na fotelu, pisząc kolejną piosenkę. Zerkałem co chwilę na brata i czułem jak moje tytanowe serce drga niepewnie. Potem po prysznicu ułożyłem się spać na kanapie pod kocem. Tom.. wiem, że żałujesz. Staram się być jak najbliżej, nie dać ci odczuć zmian, opiekować się tobą i zapomnieć o tym, co było między nami. Jednak ty mi nie ułatwiasz. Bawisz się moimi uczuciami. Bawisz się moim sercem. Od samego początku.